Minister edukacji Anna Zalewska zapowiedziała, że za rok w każdej szkole będzie pedagog lub psycholog. Realizacja tych planów już się rozpoczęła, co potwierdzają zmiany w przepisach. Problem w tym, że nie dzieje się to bezboleśnie.

Fragment artykułu z miesięcznika "Dyrektor Szkoły" 2018/10

Od tego roku szkolnego niepubliczne placówki oświatowe w tym niepubliczne szkoły o uprawnieniach szkół publicznych mają obowiązek zatrudniania nauczycieli i innych specjalistów na umowę o pracę (art. 10a KN). Nie mogą już oni świadczyć pracy na podstawie umów cywilno-prawnych ani wykonywać usług jako osoby prowadzące działalność gospodarczą.
Obowiązek ten nie wzbudził większych kontrowersji wśród dyrektorów szkół niepublicznych (choć niewątpliwie utrudnił im życie), nie spotkał się również z niechęcią nauczycieli (bo poprawił ich sytuację), natomiast wpłynął destabilizująco na funkcjonowanie niepublicznych poradni psychologiczno-pedagogicznych. W większości opierają one swoje działania na wielu specjalistach, których miesięczny wymiar pracy w żaden sposób nie składa się na etat lub jego sensowny ułamek. Ma to znaczenie finansowe, w przeciwieństwie bowiem do niepublicznych szkół funkcjonujących na prawach szkół publicznych niepubliczne poradnie nie korzystają z dotacji na ucznia.
Wyjątkiem jest wczesne wspomaganie rozwoju dzieci (WWRD), które – jeśli odbywa się na podstawie opinii poradni publicznej – jest dotowane. I o to głównie chodzi – w świetle nowych przepisów dotacja nie pokryje zwiększonych kosztów prowadzenia zajęć, przez co niepubliczne placówki mogą przestać je prowadzić.