Do najbardziej rutynowych zadań nauczyciela należy planowanie zajęć. Na ogół jest to proces zaczynający się od analizy podstaw programowych, wyboru programu, zaplanowania poszczególnych lekcji i ocenieniu postępów uczniów. W niniejszym artykule proponuję pomysł na planowanie, który odwraca tę typową kolejność.

Fragment artykułu z miesięcznika "Dyrektor Szkoły" 2018/10

Swego czasu spędziłem pół roku w Columbus (Ohio, Stany Zjednoczone), uczestnicząc w prowadzonym przez profesor Merry M. Merryfield seminarium dla studentów Ohio State University, którzy chcieli zostać nauczycielami.
(...)
Poznałem wówczas Stevena Shapiro, nauczyciela Reynoldsburg High School. Zapoznał mnie z zupełnie innym sposobem planowania zajęć, który nazywał planowanie od końca (ang. backward planning). Kilka lat później wspólnie z Merry M. Merryfield szczegółowo opisał tę metodę.
(...)
Planowanie od końca było dla mnie czymś zupełnie nowym. Nigdy nie spotkałem się z tym, by ktoś w Polsce je stosował – ani wówczas, ani kiedykolwiek później. Planowanie zajęć, którego wymagano ode mnie jako początkującego nauczyciela, składało się w praktyce z następujących etapów:
- ustalenie, ile godzin danego przedmiotu będę miał w danej klasie,
- określenie tematów poszczególnych lekcji, składających się na działy proponowane w programie nauczania i podręczniku,
- przygotowanie konspektów poszczególnych lekcji tak, by zawierały wiedzę i umiejętności wymagane od uczniów i zapisane w programie,
- wybór sposobu podsumowania danego działu, np. w formie testu lub szerszej wypowiedzi pisemnej, czyli sprawdzianu,
- realizacja poszczególnych lekcji,
- bieżące ocenianie uczniów za odpowiedzi, kartkówki lub aktywność na lekcji,
- przeprowadzenie testów i sprawdzianów, których szczegóły planowałem tuż przed ich realizacją.