Bywa, że dopiero wielka tragedia wyrywa ludzi z odrętwienia, bezczynności wobec obojętności, lekceważenia, umniejszania, usprawiedliwiania lub deklaratywnego dystansowania się wobec narastającej nienawiści. Tymczasem jej przejawy powinniśmy tłumić już w zarodku, zapobiegając aktom agresji i przemocy. Jak to robić szkolnymi metodami?

Fragment artykułu z miesięcznika "Dyrektor Szkoły" 2019/3

Tuż po ataku na prezydenta Gdańska zamachowiec wykrzykiwał, że był niesłusznie skazany i torturowany przez partię sprawującą poprzednie rządy, dlatego natychmiast pojawiły się w mediach oskarżenia, iż zamach jest wynikiem agresywnej propagandy aktualnej ekipy rządzącej. A ponieważ Paweł Adamowicz był aktywnym samorządowcem zaangażowanym w rozwój demokracji lokalnej, wiele samorządów podjęło decyzję o wprowadzeniu do szkół obowiązkowych lekcji poświęconych tematyce sprzeciwu wobec mowy nienawiści.
Umysł ludzki automatycznie odnajduje zależności przyczynowo-skutkowe (choć nie zawsze trafnie), doszukuje się sensu, nadaje znaczenie zdarzeniom, uruchamia asocjacje. Dlatego błyskawicznie skojarzono zamach na prezydenta Gdańska z zamachem na pierwszego prezydenta RP Gabriela Narutowicza, którego zastrzelono pięć dni po zaprzysiężeniu, co poprzedzone było nagonką w prawicowej prasie i manifestacjami przeciw wybraniu go na przywódcę państwa. Narutowicza zastrzelił Eligiusz Niewiadomski, człowiek wykształcony i deklarujący skrajnie prawicowe poglądy. Przyznał się do popełnienia czynu, uzasadniając go ratowaniem ojczyzny. Oskarżony o zabójstwo Pawła Adamowicza jest kryminalistą. Po zatrzymaniu nie przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień w sprawie zamachu. Do mediów dotarły wiarygodne informacje o jego zaburzeniach psychicznych (przez niektórych traktowane jako dowód, że zamach nie miał charakteru politycznego).
Czy porównania są uprawnione? Czy rzeczywiście mowa nienawiści doprowadziła do tragicznej śmierci prezydenta Gdańska? Czy to dobry moment, by właśnie teraz uczyć, jak zapobiegać i sprzeciwiać się mowie nienawiści?