W czasach, gdy media zdają się być przesycone opisami aktów przemocy, agresywnymi treściami i mową nienawiści, szczególnie ważna staje się wychowawcza rola szkoły. Uczmy dzieci i młodzież budowania przyjaznych komunikatów, pokazujmy, gdzie są granice wolności słowa i podkreślajmy znaczenie języka przyjaźni.

Fragment artykułu z miesięcznika "Dyrektor Szkoły" 2019/3

Przemoc – również słowna – towarzyszy ludziom od zawsze. Od zarania dziejów ludzie bywali agresywni i wulgarni, pogardliwie wyrażali się o innych. Ale zawsze też byli tacy, którzy nie zgadzali się z opartym na nienawiści sposobem budowania przestrzeni społecznej. Piętnowali wszelkie przejawy agresji, uczyli szacunku dla drugiego człowieka, przekonywali, że można ulepszyć świat. I dzięki ich staraniom również dzisiaj udaje się cywilizować relacje międzyludzkie oraz uszlachetniać je na wielu szczeblach.
Główną zasadą współczesnej nauki o układzie nerwowym jest to, że wszystkie zachowania są odbiciem funkcji mózgu (D. Niehoff, Biologia przemocy, Poznań 2001, s. 21). Można analizować społeczne wymiary przemocy – ubóstwo, rasizm, rozpad rodziny, negatywny wpływ mediów, łatwy dostęp do broni czy internetu – jednak cały ten zewnętrzny świat nic nie znaczy, dopóki nie zetknie się z czyimś światem wewnętrznym, z tym, co dzieje się w jego głowie. Badania wykazują, że od pierwszych stadiów rozwoju przez całe życie jednostki ogromny wpływ na jej mózg ma środowisko (tamże, s. 67). Agresją najczęściej charakteryzują się osoby, które w dzieciństwie nie otrzymały dostatecznej uwagi od dorosłych, były traktowane przemocowo, a ich rodzice nie potrafili stworzyć środowiska spójnego, uporządkowanego i bezpiecznego. Istotnymi czynnikami wywołującymi agresję są również alkohol i narkotyki.
Nadal też, pomimo pracy rozmaitych instytucji publicznych i organizacji pozarządowych oraz wielu artykułów i książek, mnóstwo ludzi – nie tylko w Polsce – jest przekonanych, że wychowywanie musi być połączone z karami (nierzadko cielesnymi), zawstydzaniem, potępianiem, szydzeniem i upokorzeniem. Krzyki, przezwiska i poszturchiwanie albo też obrażanie się i uporczywe milczenie zastępują w wielu rodzinach konstruktywną rozmowę z użyciem racjonalnej argumentacji. Dorośli często powielają w ten sposób zachowanie swoich rodziców, a zmiana odziedziczonego modelu porozumiewania się oraz budowania relacji bywa niemożliwa i wymaga terapii.