Moja koleżanka postanowiła dowiedzieć się od swoich uczniów, jak długo czeka na ich odpowiedź. Usłyszała: Zadaje pani pytanie, w ogóle nie czeka na odpowiedź, sama sobie pani odpowiada, a na końcu mówi „Brawo!”. Ta anegdota to dobry punkt wyjścia do refleksji na temat funkcjonowania pytań na lekcjach.

Fragment artykułu z miesięcznika "Dyrektor Szkoły" 2019/5

Stawianie pytań jest jednym z najważniejszych narzędzi stosowanych przez nauczycieli. Dziennie zadają ich od 200 do 300 (por. Hattie, 2015, s. 140), co powoduje, że sesje pytań stanowią 35–50% lekcji (por. Cotton).
Standardowe pytanie to akt mowy, który zakłada przewagę komunikacyjną odbiorcy, ponieważ to on ma wiedzę pożądaną przez nadawcę. Może nią swobodnie dysponować, udzielając odpowiedzi bądź odmawiając, a także odwlec ten moment, prosząc o chwilę do namysłu.
Zupełnie inaczej dzieje się na lekcji. Nauczyciel pyta uczniów, chociaż to on zna wszystkie poprawne odpowiedzi, on także decyduje, na ile wypowiedź ucznia zbliża się do założonego wzorca. Ponadto arbitralnie wybiera adresata swojego pytania. Uczniowie mają średnio maksymalnie sekundę na przemyślenie pytania, zastanowienie się nad swoimi pomysłami i podanie odpowiedzi, przy czym uczniowie lepiej się uczący dostają więcej czasu niż uczący się gorzej (Hattie, 2015, s. 140).
Kolejna różnica wynika z faktu, że w codziennych sytuacjach pytania dotyczą często emocji czy przemyśleń odbiorcy, pozwalają poznać jego punkt widzenia, na lekcji zaś odnoszą się przede wszystkim do faktów (według różnych szacunków w 60–70%). Kiedy w dialogu uczestniczy wielu rozmówców, w niewymuszony sposób następuje wymiana ról między pytającymi i odpowiadającymi, a interakcje zachodzą między różnymi podmiotami. Z kolei w klasie najbardziej typowa jest jednokierunkowa komunikacja nauczyciel – wybrany uczeń.
Wydaje się zatem, że sposób funkcjonowania pytań na lekcji eksponuje swoistą sztuczność sytuacji dydaktycznej i pozostaje w sprzeczności z dynamiką swobodnej rozmowy oraz strukturą relacji interpersonalnych.