Z jednej strony ćwiczenie w domu jest dla naszych podopiecznych okazją do utrwalenia zdobytej wiedzy, często poszerzenia horyzontów, z drugiej zaś sensowne wydają się argumenty przeciwników pracy domowej, dostrzegających przemęczenie uczniów, którzy często po ośmiu godzinach w szkole nie mają czasu na odpoczynek. Podpowiadam, jak w znalezieniu złotego środka może pomóc ocenianie kształtujące.

Fragment artykułu z miesięcznika "Dyrektor Szkoły" 2019/5

Od pewnego czasu toczy się dyskusja, czy zadawanie pracy domowej przy ewidentnym przeciążeniu uczniów obowiązkami szkolnymi ma sens. W Centrum Edukacji Obywatelskiej powstał nawet warsztat dla rad pedagogicznych na temat dobrych prac domowych, a nauczyciele należący do grupy Superbelfrzy.pl zainicjowali akcję „Zadaję z sensem”.
Refleksja na ten temat stała się również moim udziałem. Kilka lat temu podczas sprawdzania prac ze zdumieniem stwierdziłam, że większość moich uczniów posługuje się niemal identycznym stylem. Co więcej, po wpisaniu przykładowego cytatu w wyszukiwarkę internetową znalazłam stronę z mnóstwem charakterystyk różnych bohaterów literackich, rozprawek, opisów i opowiadań. Zastanowiłam się wówczas, jak zachęcić uczniów do systematycznej pracy nad ćwiczeniami domowymi. Czy jest to w ogóle możliwe? A jeśli tak, to jak zadawać i ile? A może zrezygnować całkowicie?
Nie zrezygnowałam, natomiast przemyślałam gruntownie cel domowego odrabiania lekcji. Dziś mogę stwierdzić, że mam sprawdzone pomysły, którymi chciałabym się podzielić z innymi nauczycielami. Na pewno nie zadaję prac, których potem mogę nie sprawdzić. Nie ograniczam się też do przejścia między ławkami i postawienia znaczka pod odrobionym zadaniem.
Jaka praca domowa ma zatem sens?