Za cztery lata – 24.10.2023 r. – minie dokładnie 250 lat od przyjęcia przez Komisję Edukacji Narodowej pierwszego uniwersału. Bez wątpienia władze państwowe będą celebrować tę rocznicę, odbędą się akademie i apele w szkołach, media będą się prześcigać w odkurzaniu ciekawostek z tamtej epoki, a poważni profesorowie – pochyleni nad dorobkiem tamtego zgromadzenia – ferować wyroki o wpływie prac Komisji na przyszłe pokolenia. Osobiście wolałbym, by ta data była nie tyle przyczyną celebry, ile stała się pretekstem do rozsądnej zadumy nad naszą edukacją.

Fragment artykułu z miesięcznika "Dyrektor Szkoły" 2019/10

Już sama warstwa językowa pokazuje skalę przemian. Oto w drugiej połowie XVIII wieku Sejm Rozbiorowy powołał na wniosek króla Stanisława Augusta Poniatowskiego Komisję Edukacji Narodowej Korony Polskiej (właściwa nazwa: Komisja nad Edukacją Młodzi Szlacheckiej Dozór Mająca). Wyraz „edukacja” był wtedy pełnoprawnym pojęciem, zrozumiałym dla wszystkich, dla których była ona ważna i droga.
Potem nastał wiek XIX, kiedy to polscy intelektualiści zajęci byli innymi sprawami, a w obszarze nas interesującym przede wszystkim skupili się na oświeceniu narodowym, niesieniu do ludu owego kaganka oświaty – pracy u podstaw z nauczaniem szerokich, ale też i najbiedniejszych warstw społeczeństwa przynajmniej sztuki czytania, pisania i liczenia. Termin „oświata” wiązał się więc z oświecaniem. Był niejako pokłosiem, konsekwencją myślenia zapoczątkowanego w epoce Oświecenia.