Od początku roku szkolnego media informują o tragicznej ciasnocie panującej w szkołach średnich, które przyjęły do klas I podwójny rocznik uczniów. Faktycznie, w niektórych placówkach sytuacja jest trudna, ale nie tak powszechna i zła, jak przedstawiają to dziennikarze. Niewątpliwie jednak wymaga nadzwyczajnych działań oraz rezygnacji z wielu dotychczasowych form pracy szkoły. Zapytaliśmy dyrektorów liceów ogólnokształcących o rozwiązania organizacyjne dostosowujące funkcjonowanie ich placówek do nowych warunków.

Fragment artykułu z miesięcznika "Dyrektor Szkoły" 2019/11

Wprawdzie władze oświatowe zapewniają, że problemu podwójnego rocznika nie ma (a jeśli jest, to z winy samorządów lokalnych), ale w niektórych szkołach na korytarzach, w klasach i szatniach panuje nieprawdopodobny ścisk, a lekcje trwają do późnego wieczoru.
Minęły tylko trzy dni nauki, a uczniowie zgłaszają już wiele problemów: brak miejsca na korytarzach, na których obecnie po prostu są tłumy, kolejki do toalet. Na każdej matematyce młodzież wychodzi do toalety, bo na przerwie są takie kolejki, że nie mogą z niej skorzystać – opowiadała podczas obrad Mazowieckiego Okrągłego Stołu Edukacyjnego Marlena Winiarska-Styś, nauczycielka matematyki w IV Liceum Ogólnokształcącym im. rtm. Witolda Pileckiego w Piasecznie, które w tym roku przyjęło 400 uczniów do klas I. Jak mówiła, jej uczniowie zwracają uwagę na przeładowane programy i na to, że są bardzo przemęczeni, bo w szkole spędzają po osiem–dziewięć godzin.
W opinii resortu edukacji większość szkół poradziła sobie z przyjęciem podwójnego rocznika. Minister Dariusz Piontkowski na konferencji prasowej przywoływał dane pokazujące, że uczniowie wcale nie uczą się dłużej, np. w Warszawie w XIV LO im. Stanisława Staszica lekcje kończą się tak samo jak rok temu o godz. 15.50, a w XXVII LO im. Tadeusza Czackiego niewiele później, bo o godz. 16.25, nie o 15.35, zaś w II LO im. M. Konopnickiej w Katowicach trwają nawet krócej – do godz. 15.20, nie 16.15, jak w ubiegłym roku.