Propaganda od wieków była jednym z najskuteczniejszych narzędzi kontrolowania społeczeństwa. Jednym z jej celów jest uzyskanie u odbiorcy przeświadczenia, że promowane przez nadawcę postawy są zgodne z jego własnymi, ponieważ gdy utożsamiamy się z jakąś ideą, to podobne jej treści również uznajemy za wiarygodne. Wraz z technicyzacją świata formy narzędzi propagandowych (lub oficjalnie mówiąc, kształtowania opinii publicznej) musiały ewoluować, żeby mieć odpowiedni zasięg. Czy da się przed tym bronić? I po co?

Fragment artykułu z miesięcznika "Dyrektor Szkoły" 2020/6

Tego, że niektórym grupom bardzo zależy na kształtowaniu naszej opinii na temat różnych zagadnień, podkreślać nie trzeba. Reklamy w mediach, kampanie społeczne i polityczne, promowanie wybranych postaw oraz idei są z nami od zawsze. Korporacje chcą sprzedać nam swój produkt w możliwie największej ilości i najwyższej cenie, promując jego najlepsze cechy. Słodycze są polecane jako pożywna i smaczna alternatywa np. śniadania czy przekąski, ale w reklamach nie ma słowa o ilości cukru i oleju palmowego lub procentowej zawartości poszczególnych składników. Mało który konsument ma świadomość, że istnieje różnica między jogurtem „o smaku truskawkowym”, „truskawkowym” i „z truskawkami” – tymczasem nazwy te wskazują na procentowy wkład owocu w produkcie. U kogoś mającego ochotę na truskawki każde z określeń wzbudzi pozytywną konotację i zadecyduje o kupnie jogurtu, realizując cel producenta.
Nie inaczej ma się sytuacja w przypadku firm farmaceutycznych i produkujących suplementy diety. Z reklamy dowiemy się np., że dane tabletki mają najlepszą wchłanialność jakiejś substancji, ale już, by dotrzeć do informacji, iż w badaniu zleconym przez producenta porównano je do tych o najsłabszej wchłanialności lub w ściśle określonych warunkach, trzeba sprawdzić odnośnik do badań (ukazanych często małym druczkiem i wyświetlanych przez chwilę) na stronie internetowej. Mało kto z nas tak robi, czego firma ma świadomość dzięki badaniom postaw konsumenckich. Również ewentualne niepożądane objawy są uwypuklane niechętnie, bo ludzie podchodzą do zagrożeń emocjonalnie i wyniki sprzedażowe byłyby niesatysfakcjonujące. Osoby zainteresowane nieetycznymi działaniami sprzedażowymi w koncernach farmaceutycznych odsyłam do książki Johna Virapena Skutek uboczny – śmierć (Poznań 2011).