Za jakiś czas niejeden dyrektor wspomni: ależ to była kadencja! Najpierw reforma, później strajk, następnie podwójny rocznik i wreszcie pandemia koronawirusa. Czterech jeźdźców… Na studiach podyplomowych z zarządzania oświatą nie uczono, jak likwidować szkoły lub je przekształcać, czasowo zawieszać ich działalność, „kompresować” roczniki, kierować placówką zdalnie. A wszystko to w krótkim czasie spotkało dyrektorów szkół.

Fragment artykułu z miesięcznika "Dyrektor Szkoły" 2020/7

Od marca pracujemy w stanie epidemii. Dotknął nas edukacyjny lockdown. Przeżywamy jeden z historycznych momentów w rozwoju edukacji. Dotychczas narzekaliśmy, że niektóre procesy w polskim szkolnictwie zachodzą zbyt wolno. Teraz zostaliśmy zmuszeni do bardzo szybkich reakcji, na co nikt nie był przygotowany. Czy w przyszłości będziemy?
Debaty o edukacji po pandemii toczą się na całym świecie, choć w cieniu obecnych awaryjnych działań „tu i teraz”. Pośrednie skutki koronawirusa pojawią się w skali globalnej, kontynentalnej, krajowej, lokalnej, szkolnej i wreszcie jednostkowej. Na każdym z tych poziomów będą znaczące, często rewolucyjne.
Dla świata efekty pandemii wirusa SARS-CoV-2 mogą być przede wszystkim wielkim zagrożeniem. Dane Organizacji Narodów Zjednoczonych wskazują, że wiosną 2020 r. półtora miliarda dzieci w stu kilkudziesięciu krajach zostało pozbawionych edukacji w dotychczasowej formie. W państwach bogatszych uczniowie przeszli na naukę on-line, lecz w biednych pandemia najczęściej oznaczała przerwę w kształceniu, ponieważ jedynie ok. 60% globalnej populacji posiada dostęp do sieci. Duże różnice w poziomie edukacji między krajami bogatej Północy a biednego Południa mogą więc w najbliższych latach wzrosnąć jeszcze bardziej. Najwięcej stracą najsłabsi. Powodować to będzie negatywne skutki społeczne, ekonomiczne, polityczne.