W lipcu poznaliśmy kierunki realizacji polityki oświatowej państwa w roku szkolnym 2020/2021. W stosunku do ubiegłego roku zmiany są niewielkie, ale jeden punkt zwraca szczególną uwagę dyrektorów: wykorzystanie narzędzi cyfrowych oraz metod kształcenia na odległość w procesie kształcenia. – Nie wszystkie szkoły sobie z tym poradzą – twierdzą moi rozmówcy.

Fragment artykułu z miesięcznika "Dyrektor Szkoły" 2020/9

Wyznaczone przez ministra kierunki polityki oświatowej są rozsądne i trzeba je realizować. Ale problemem większości szkół może być punkt dotyczący wykorzystania zasobów cyfrowych, który rozszerzono o nauczanie zdalne – ocenia Zbigniew Ślęzakowski, dyrektor XXII Liceum Ogólnokształcącego im. Jose Marti w Warszawie. I dodaje, że do wdrożenia tego priorytetu placówki przygotowują się intensywnie od marca, czyli wprowadzenia kształcenia na odległość.
My w sumie weszliśmy w to nauczanie bezboleśnie. Rada szkoły wystąpiła z postulatem, żeby kupić i wdrożyć konkretny program, po czym okazało, że będzie on dostępny w ramach sieci edukacyjnej Eduwarszawa.pl, i zaczęły się szkolenia nauczycieli – opowiada. – Uznaliśmy też, że nie będziemy robili specjalnej rewolucji, i zajęcia odbywały się zgodnie z planem. Wprowadziliśmy system, w którym w jednym tygodniu lekcje parzyste były on-line, a nieparzyste „czatowe” – uczeń nie miał obowiązku siedzieć przed komputerem, tylko samodzielnie poznawał określone partie materiału lub rozwiązywał zadania, a nauczyciel odpowiadał na czacie na pytania.
System działał sprawnie, ale nauczyciele szybko zorientowali się, że mniejsza jest efektywność lekcji czatowych i nie ma możliwości sprawdzenia wiedzy uczniów, ci zaś na potęgę ściągają. Dlatego w nowym roku szkolnym będą zmiany. – Odejdziemy od lekcji czatowych i będziemy dążyli do tego, by wszystkie odbywały się on-line. Ale pod dużym znakiem zapytania stoi sprawdzanie wiedzy. Kto wie, czy najprostszą metodą nie będą zaliczenia takie jak na studiach, gdzie nauczyciel spotyka się twarzą w twarz z kolejnymi osobami i sprawdza ich wiedzę – wyjaśnia Zbigniew Ślęzakowski.