Kiedy w lipcu rozmawiałam z kilkoma dyrektorami szkół, nie było jeszcze wiadomo, czy zapowiadany przez premiera Mateusza Morawieckiego i ministra edukacji Dariusza Piontkowskiego wrześniowy powrót do nauki stacjonarnej będzie możliwy. Dlatego pytałam o perspektywę pracy placówek w reżimie sanitarnym i ewentualną kontynuację kształcenia na odległość.

Fragment artykułu z miesięcznika "Dyrektor Szkoły" 2020/9

Ostatnie tygodnie przed wakacjami dla dyrektorów szkół zawsze były trudne, bo wymagały zwiększonego nakładu pracy. W tym roku do tradycyjnych czynności (podsumowanie pracy, awans zawodowy, klasyfikacja, promocja) doszła organizacja przesuniętych na czerwiec matur i egzaminu ósmoklasisty oraz opóźniona rekrutacja, a wszystko to w warunkach reżimu sanitarnego spowodowanego epidemią koronawirusa.
Jeszcze emocje po nietypowym (i wzruszającym, bo nierzadko był to pierwszy moment od marca, kiedy wychowawcy mogli się spotkać z uczniami osobiście) zakończeniu zajęć nie opadły, a już dyrektorzy, nauczyciele i rodzice zaczęli się zastanawiać, jak będzie wyglądał wrześniowy początek.
Ze strony rządowej płynęły sprzeczne komunikaty: premier Mateusz Morawiecki zapewniał, że powrót dzieci i młodzieży do szkół jest pewny, minister edukacji Dariusz Piontkowski mówił o różnych wariantach tego powrotu, przypominał też, że są gotowe rozwiązania prawne, by kontynuować nauczanie na odległość, a dyrektor szkoły zawsze ma prawo zawiesić jej działalność ze względu na bezpieczeństwo i zdrowie uczniów oraz nauczycieli, zaś minister zdrowia powtarzał, że wszystko zależy od stanu epidemii.
Dlatego moim rozmówcom trudno było jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, jak będzie wyglądał wrzesień w szkole (co też świadczy o ich trudnym położeniu – musieli szykować się na różne scenariusze). Podkreślali przede wszystkim brak możliwości zachowania zalecanego dystansu, ale wskazywali też inne problemy.