25 września w większości dużych miast odbył się strajk klimatyczny – kolejna już manifestacja młodych Polaków, którzy razem z koleżankami i kolegami z całego świata postanowili pokazać swój sprzeciw wobec degradacji środowiska i zmian klimatu. Póki co nie widać jeszcze konkretnych efektów tych działań, ale następują zmiany świadomościowe, które – miejmy nadzieję – będą wystarczająco duże, by sprowokować polityków i społeczeństwo do działania.

Fragment artykułu z miesięcznika "Dyrektor Szkoły" 2020/11

Nikt nie policzył, ile osób tego dnia przeszło ulicami lub manifestowało na głównych placach polskich miast swoją troskę o dewastowany od dekad klimat. Ważne, że młodzieży szkolnej, studentów i wspierających ich osób dorosłych było dużo. Wystarczająco dużo, by wśród medialnych doniesień skupionych niemal wyłącznie na pandemii i koalicyjnych targach związanych z konstruowaniem nowego rządu usłyszeć i zobaczyć autentyczny krzyk młodej części społeczeństwa zaniepokojonego poważnymi i coraz szybszymi zmianami klimatycznymi.
Wrześniowy protest zorganizowany został przez Młodzieżowy Strajk Klimatyczny – polską wersję ruchu społecznego Fridays for Future, powstałego w wyniku serii samotnych protestów Grety Thunberg w 2018 r. Był kolejnym strajkiem o zasięgu globalnym, których w 2019 r. odbyło się kilka, z czego największy 20 września w ok. 150 krajach.
Tegoroczna manifestacja odbyła się w warunkach zagrożenia wirusem SARS-CoV-2 i przy zachowaniu obostrzeń sanitarnych ograniczających liczbę uczestników zgromadzenia do 150 osób. Organizatorzy obawiali się o frekwencję, nie było jednak tak źle: – W Warszawie mieliśmy osiem zgromadzeń, więc nie mogło tam być więcej niż 1200 osób. Ale jak szacowaliśmy, to przyszło dużo więcej – ocenia Ola Bieleń, uczennica III klasy XL Liceum Ogólnokształcącego z Oddziałami Dwujęzycznymi im. Stefana Żeromskiego w Warszawie.