Tytuł artykułu jest jednym z priorytetów zapisanych w kierunkach realizacji polityki oświatowej państwa na rok szkolny 2020/2021. Wywołana do tablicy przez Ministra Edukacji Narodowej (i nie tylko) wracam do tematu jakości rozważanego w publikacjach i omawianego na szkoleniach niemalże od 25 lat.

Fragment artykułu z miesięcznika "Dyrektor Szkoły" 2020/11

Wiele dała mi do myślenia niedawna rozmowa z pewną dyrektor zespołu szkół technicznych. Przedstawiając placówkę, zarzuciła mnie liczbami innowacji pedagogicznych, programów autorskich, projektów zagranicznych i krajowych, imprez środowiskowych, wyjazdów uczniów na praktyki za granicą, zdobytych dyplomów i pucharów w konkursach, olimpiadach oraz rozgrywkach sportowych itp. Słuchałam tego z narastającym znużeniem, dopóki nie oznajmiła, że jedna z nauczycielek opracowała autorską metodę nauczania o nazwie Kaizen. Szybko zapytałam, na czym ona polega, ale dyrektor udzieliła pokrętnych wyjaśnień. Odniosłam wrażenie, że słyszała, iż dzwonią, ale nie wiedziała, w którym kościele.
Kaizen jest powstałą w Japonii metodą nieustannego doskonalenia instytucji małymi krokami. Angażuje wszystkich, od dyrektora po pracowników szeregowych, i sprawia, że zmiana na lepsze staje się codzienną praktyką. Zakłada się przy tym, że każdy pomysł jest dobry, bez względu na to, od kogo pochodzi i jak bardzo z pozoru wydaje się abstrakcyjny (Gabrylewicz, Gawłowicz, Sadłowska-Wrzesińska, 2015). Na pewno mogłaby podnieść poziom jakości kształcenia w szkole, ale po uprzednim dostosowaniu.
Ilu jest jeszcze takich dyrektorów, u których wieloletnia szkolna „rewolucja jakości” nie przerodziła się w zmianę mentalną i dalej uważają, że dużo znaczy dobrze? Nie wiem. Czy tegoroczne ministerialne priorytety coś zmienią? Nie mam pewności.
Dlatego powracam do tematu, który wydaje się już „zgrany”, prezentując trzy podstawowe sposoby postrzegania jakości i wynikające z tego konsekwencje. Definicja tego pojęcia zależy bowiem od tego, kto jest jej autorem.