Praca w systemie zdalnym – przed wakacjami obejmująca wszystkie szkoły, a obecnie różne placówki w zależności od zagrożenia epidemicznego – ogranicza możliwość realizowania niektórych aktywności. Przez internet nie da się grać w piłkę nożną czy smakować uczniowskich potraw przygotowanych na zajęciach kulinarnych. A co z innowacjami pedagogicznymi? Zapytaliśmy dyrektorów, jak ich szkoły radzą sobie w tej kwestii.

Fragment artykułu z miesięcznika "Dyrektor Szkoły" 2020/11

Epidemia koronawirusa i marcowe zamknięcie wszystkich szkół wymusiły zbudowanie nowego modelu organizacji pracy i zastosowanie metod nauki wykorzystujących technologie cyfrowe. Biorąc pod uwagę, że konieczność tak radykalnej zmiany nastąpiła nagle i bez uprzedzenia, placówki poradziły sobie naprawdę szybko i sprawnie. Z doświadczeń tych czerpią teraz, kiedy co prawda wróciliśmy do nauczania stacjonarnego, ale z powodu zakażonych uczniów lub nauczycieli niektóre placówki muszą czasowo znów przechodzić na kształcenie zdalne lub hybrydowe (w chwili gdy zamykaliśmy ten numer było ich prawie 600).
Niestety, nawet na perfekcyjnie przygotowanej lekcji on-line nie da się zrealizować wielu aktywności, zwłaszcza tych, które wymagają bezpośredniego kontaktu między uczniami albo specjalnych urządzeń do przeprowadzania eksperymentów. Tracą na tym nie tylko zajęcia typu chemia, robotyka, wychowanie fizyczne, ale również innowacje pedagogiczne, które nierzadko zakładają działania wykraczające poza ramy tradycyjnej lekcji. Dodatkowym problemem może być też brak czasu, gdyż nauczyciele zajęci przygotowaniami do wirtualnej realizacji podstawy programowej zwyczajnie nie będą już mieli kiedy zająć się dodatkowymi aktywnościami.
Jak się jednak okazuje, inwencja twórcza, pomysłowość i motywacja potrafią zwalczyć każde przeciwności.