Udzielam głosu tym, którzy stoją najniżej w szkolnej hierarchii, i wsłuchuję się w ich wypowiedzi. Opowiadają o blaskach i cieniach swojej pracy. Czy wiedzą o nich dyrektorzy szkół, pracownicy administracji samorządowej i rządowej? Mam co do tego wątpliwości.

Fragment artykułu z miesięcznika "Dyrektor Szkoły" 2020/1

Osoby, które zdecydowały się na rozmowę, musiałam zapewnić, że nie ujawnię ich prawdziwej tożsamości ani nazwy szkoły. Obawiały się, że coś niepotrzebnie zdradzą, komuś się narażą, a być może nawet stracą przez to pracę.
Czy takie obawy towarzyszą pracownikom zatrudnionym wyłącznie w szkołach? Nie. To szerszy problem społeczny. Dziennikarka Wiktoria Bieliaszyn zamierzała przeprowadzić wywiad z pracownikami fizycznymi pewnej kopalni odkrywkowej i spotkała się z podobnymi trudnościami. Większość pracowników nie chce rozmawiać, nawet anonimowo. Różnie to tłumaczą: za dużo wiem i boję się, że nieświadomie coś chlapnę (…) o złych rzeczach nie będę mówić, bo się boję itp. Podnosili też sprawę tajemnicy służbowej (Bieliaszyn, 2019).
Po kilku miesiącach poszukiwań znalazłam cztery osoby, które odważyły się opowiedzieć mi o swojej pracy. Ich wypowiedzi ukierunkowywałam pytaniami, a w opisie staram się wiernie przekazać zarówno słowa, jak i towarzyszące im emocje.
Pięćdziesięcioparoletnia pani Jolanta pracuje od 17 lat w szkole podstawowej na stanowisku pomocy kuchennej. Z zawodu jest kucharzem. Ceni sobie, że jej miejsce pracy jest blisko domu.
Razem z intendentką i kucharką w jednej osobie przygotowuje dla ok. 70 uczniów dwudaniowe obiady z jakimś drobnym dodatkiem w postaci kompotu czy owocu. W zakres jej obowiązków wchodzi ręczna obróbka warzyw, sporządzanie posiłków, serwowanie ich w dwóch turach, oddzielnie dla uczniów klas młodszych i starszych, ręczne zmywanie oraz sprzątanie kuchni. Uważa, że jest ona dobrze wyposażona, ale przydałaby się zmywarka. – Mamy tylko wyparzarkę do naczyń – mówi. – Już wybrałyśmy model i pani dyrektor złożyła pismo w urzędzie, ale kiedy będzie, nie wiadomo.